„Uspokój się, przestań się złościć. Nie stresuj się”. To słowa, które w naszej kulturze słyszymy tak często, że stają się dla nas jedynym sposobem radzenia sobie z tym, co odczuwamy. W dzisiejszym świecie podwyższony poziom stresu jest codziennością, a rzeczywistość apteczna dostarcza farmaceucie go coraz więcej. Ciągłe zmiany legislacyjne wymuszają na kierownikach wiele zmian w prowadzeniu apteki, a te – stawiają wyzwania ich pracownikom.

Skąd bierze się stres? Z emocji, czyli z silnej, choć krótkotrwałej rekcji chemicznej, uruchamianej przez hormony. Z dużą trafnością potrafimy rozpoznać siedem podstawowych emocji: złość, strach, wstręt, pogardę, zaskoczenie, smutek i radość. Ich pochodnych jest jednak znacznie więcej. Nie wszystkie potrafimy zdiagnozować, lecz co gorsza, wiele z nich tłumimy. Emocje uwalniają się w naszym ciele, a gdy je wyciszamy, właśnie w nim pozostaną. Jeśli nic z tym nie zrobimy, ciało to odchoruje.

Od szkolnych lat dorastamy w przekonaniu, że praca i zawód to centralna część naszej tożsamości i nie ma w niej miejsca na pokazywanie emocji. Tym bardziej w roli farmaceuty, który wykonuje zawód wysokiego zaufania społecznego. Zatem odreagowywanie stanów stresowych po pracy to najczęściej wybierana droga: używki, sport, internet, zakupy, filmy odtwarzane w zapętleniu, marnowanie czasu w social mediach czy nadmierne spożycie słodyczy. Pokusa, by regulować uczucia w ten sposób, jest silna, bo przynosi natychmiastową ulgę. Endorfinowy strzał to kolejna dawka czekolady, papieros na przerwie, 30 minut biegania czy setka alkoholu po pracy. Na krótką metę te „lekarstwa” poprawiają nastrój i pozawalają spłycać zawodowe doły. Na dłuższą – pogłębiają je. Przyjemność mija, zostają lęki, zaburzenia snu, coraz gorsze nastroje, brak chęci do działania, depresja. Może pojawić się uzależnienie od znieczulenia, a z nim kolejne choroby. W dzisiejszym świecie instant, który dostarcza szybkie rozwiązania, jesteśmy mistrzami w otępianiu własnych emocji. A te,nieprzepracowane, skumulowane, potęgowane przez stresotwórcze warunki pracy przypominają kulisty piorun. Farmaceuta, który niesie tę kulę dalej, nie umie lub nie wie, jak się jej dalej pozbyć. Jeżeli nauczy się radzić sobie z problemami i stresem przy pomocy leków, używek czy innych wspomagaczy, traci kontrolę nad sobą. I tu traci najwięcej. Dlaczego? Bo w mechanizmie iluzji i zaprzeczeń nie ma miejsca na smutek, zmęczenie i gorszy nastrój. Cały czas na wysokich obrotach, wydajny i aktywny, wciąż próbuje sprostać wymaganiom i oczekiwaniom innych, nie umie dobrze odpoczywać i zadbać o siebie naprawdę. Wypalenie zawodowe, depresja, dolegliwości i choroby wywołane przez stres są już problemami globalnymi, także mocno akcentowanymi w środowisku farmaceutów. Tracą na tym wszyscy. Rodzina, współpracownicy, pacjenci i pracodawca. Stres idzie w parze z dekoncentracją i rozkojarzeniem, a także z pomyłkami w wykonywaniu zadań w aptece, z wyczuleniem na krytykę i wahaniami nastrojów. Pojawiają się skargi, bo ktoś zawodzi, ale uważa, że nie z włąsnej winy. Rodzą się konflikty, zawśnione strony przynoszą zwolnienia lekarskie. Konsekwencją jest utrata zaufania i w zespole aptecznym, i wśród pacjentów. Najbardziej traci jednak sam farmaceuta, bo często długo wypiera problem. Nie chce przyjąć do wiadomości, że sobie nie radzi. Do tego dochodzi poczucie braku sensu wykonywanej pracy.

Wielokrotnie, prowadząc warsztaty szkoleniowe, słyszę pytania o to, jak sobie radzić ze stresem i wypaleniem zawodowym. Ale one nie pojawiają się nagle. To efekt kuli śnieżnej, którą trzeba zatrzymać u szczytu. Im szybciej, tym łatwiej. Choć nie jest łatwo zrezygnować z tego, co podpowiada nam współczesna cywilizacja, natomiast tym, co pomaga w stresie, to samoświadomość.

O samoświadomości i samoregulacji emocjonalnej

Dążąc do szczęścia, próbujemy zwalczyć nieprzyjemne stany. Ale jeżeli z czymś walczymy, nadajemy temu rangę, w efekcie – staje się to jeszcze silniejsze. Gdyby tak potraktować emocje zgodnie z tym, do czego służą? Jako nieocenione źródło informacji o sobie samym i otoczeniu, jako coś, co jest nam niezbędne do podejmowania decyzji? Spróbować przeżyć i zrozumieć to, co się z nami dzieje, zamiast z tym walczyć? Emocje są drogowskazem, mogą nas wesprzeć, gdy nie wystarcza zwykła lista korzyści i strat, tam, gdzie logika to za mało. Jeżeli tylko pozwolimy im być, wówczas łatwiej je zrozumiemy i zaprzęgniemy do działania, a rezultaty są nie do przecenienia.

Neurobiologia podpowiada, że w mózgu mamy dwa potężne ośrodki – ten, który myśli, i ten, który czuje. Za czucie odpowiada tzw. ciało migdałowate działające jak radar. Przygląda się ono rzeczywistości, a w sytuacji zagrożenia zalewa i paraliżuje hormonami stresu płat przedczołowy odpowiedzialny za racjonalne myślenie. Dlatego właśnie trudno nam jasno myśleć, gdy znajdujemy się pod wpływem stresu czy silnych uczuć. To stąd pojawiają się sytuacje żalu i zdziwienia, gdy po fakcie silnego napięcia zadajemy sobie pytanie: „Co ja wtedy myślałem?”. A odpowiedź brzmi: nic (lub prawie nic) nie myślałem! Z dwóch „umysłów”, z których jeden myśli, a drugi czuje – w reakcji na stres kontrolę przejmuje ten drugi. Wyniki badań wskazują, że ośrodek emocji (zwłaszcza tzw. ciało migdałowate) ma w wewnętrznym starciu pozycję dominującą, bo działa dużo szybciej. Uzasadnia to jego rola – ochrona przed niebezpieczeństwem. Gdy pojawia się zagrożenie, nie ma czasu na racjonalny przegląd możliwych scenariuszy zdarzeń. Trzeba działać, tj. ewakuować się, stanąć w bezruchu lub zaatakować. I choć dziś tym zagrożeniem może być zdenerwowany pacjent, zawieszenie sytemu w komputerze czy presja czasu, a nie dzikie zwierzę, pierwotny mechanizm działa tak samo. To, jak na niego reagujemy, w dużej mierze zależy od stylu naszego myślenia. Czasem jest to ogromna ekspresja, którą uzewnętrzniamy i działamy na wspólną szkodę. Bo emocje są zaraźliwe. Jeżeli jedna osoba z naszego otoczenia ulegnie silnemu porwaniu emocjonalnemu, inni najprawdopodobniej też je „złapią”. W ten sposób zespół apteczny może pogorszyć nie tylko zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji, ale i atmosferę na długie dni i tygodnie. Każdy z nas pewnie doświadczył wzajemnego nakręcania się. W tym miejscu umiejętność radzenia sobie z emocjami staje się kluczowa dla farmaceuty. Co w takiej sytuacji zazwyczaj robimy? Wybieramy opcję numer dwa, czyli tłumienie uczuć na różne sposoby. Ale o tym już było.

Jak radzić sobie z emocjami?

Samokontroli i samoregulacji emocjonalnej można się nauczyć. Pytanie, jak sobie radzić z emocjami i hormonami wywołującymi stres, aby nie tłumić uczuć i jednocześnie nie dać się ponieść automatycznej reakcji, czyli tzw. porwaniu emocjonalnemu, które paraliżuje zdolność racjonalnego myślenia i może przynieść opłakane skutki.

Po pierwsze: oddychajmy głęboko. Nieważne, czy wiemy, jak wygląda oddychanie przeponą, czy nie. Ważne, by wykonać dwukrotnie głęboki wdech i wydech, a w momencie rozpoczynania obu tych czynności wstrzymać oddech na 3–4 sekundy. To pozwala na dotlenienie tej części kory mózgowej, która z opóźnieniem podąża za tzw. gadzim mózgiem. Dlatego często słyszane „policz do dziesięciu” ma sens. Efekt świadomego oddychania ma swój cel. Jest nim przeniesienie uwagi z ciała migdałowatego na inne części mózgu, by uzyskać kontrolę nad swoimi reakcjami.

Po drugie: śledźmy reakcje swojego ciała – zwłaszcza napięcia mięśni. Jeżeli uświadomimy sobie, gdzie czujemy stres, gdy nadchodzi, szybciej go rozpoznamy i łatwiej oswoimy.

Po trzecie: samoświadomość. Bądźmy świadomi swojego nastroju, zmieniających się uczuć, naszych reakcji i ich wpływu na innych. Wówczas łatwiej jest kierować własnymi emocjami. Skierujmy radar do wewnątrz, niech jego zadaniem będzie odtąd stałe śledzenie wewnętrznego, emocjonalnego krajobrazu. „Oho, zaczynam mnie to irytować. Trzeba się tym zająć, bo za chwilę będzie już bardzo źle!”.


Po czwarte: w sytuacji stresu zróbmy przegląd emocjonalny, coś w rodzaju audytu. Polega on na zadaniu sobie pięciu pytań i poszukaniu na nie odpowiedzi.

Z audytem emocjonalnym jest jak z dietą. Po jednym dniu postu nie zauważymy zmian. Po dłuższym czasie i konsekwencji, bez której każde działanie przestaje być efektywne, poczujemy różnicę. A im dłużej będziemy go praktykować, tym stanie się dla nas łatwiejszy w codziennym stosowaniu.

Po piąte: analizujmy po fakcie nasze emocje i zachowania, by lepiej zrozumieć, co się stało. Nie wszystko wychodzi od razu. Refleksyjność i powtarzanie audytu emocjonalnego krok po kroku to pogłębianie emocjonalnej samoświadomości.

Po szóste: nauczmy się nazywać swoje emocje. Może to być nawet forma nastawienia alarmu w telefonie kilka razy dziennie i odpowiedzi na pytanie: Co teraz czuję? Nazywanie swoich uczuć jest jak uczenie się języka swoich emocji. Stabilizuje stan wewnętrzny i zmniejsza prawdopodobieństwo niekontrolowanego wybuchu. Pozwala na ich świadome przepuszczanie przez ciało.

Po siódme: zróbmy „przeramowanie”, czyli zamieńmy w głowie negatywy na pozytywy. Zamiast zabierać sobie paliwo myślami: „znowu ten pacjent, ja już nie mam sił”, pomyśl: „aha, nadchodzi kolejna lekcja... czego mnie dziś nauczy?”. Zacznijmy od szczerego „dzień dobry”. Z nastawieniem jest jak z przebitą oponą. Jak nie wymienisz, nie ruszysz z miejsca.

Po ósme: jeśli umiemy nazwać swoje emocje, komunikujmy je otoczeniu. Mówmy poprzez odczuwanie, a nie ocenianie. Gdy rozmawiamy z innymi i chcemy odnieść się do sytuacji z nimi, używajmy formuły „ja” zamiast „ty”. Zamieńmy: „jesteś (ty) irytujący!” (ocena) na „irytuje mnie” lub „czuję się poirytowany, gdy...”. Jest różnica? Ogromna, bo nasze słowa nie oceniają, nie naruszają czyjejś przestrzeni, tylko wyrażają to, co czujemy. Taka komunikacja buduje mosty, a nie mury.

Po dziewiąte: codziennie praktykujmy życzliwość. Umówmy się sami ze sobą na małe dobrowolne akty życzliwości. Pacjent, który sprawił nam przyjemność, niech zobaczy nasz uśmiech. Z pewnością odzwierciedli go podobnym. Doceńmy kolegę, który nam pomógł lub robi postępy na stażu. Znajdźmy różnicę w budowaniu relacji poprzez jej jakość, a nie bylejakość.

Po dziesiąte: praktykujmy wdzięczność. Codziennie, np. przed snem, zastąpmy martwienie się tym, co jutro, techniką trzech dobrych rzeczy. Znajdźmy i zapiszmy te, które w pracy poszły naprawdę dobrze. To bardzo ważny element. Dodatkowo odpowiedzmy sobie na pytanie: „dlaczego”? To ćwiczenie może być niezręczne, ale warto wytrzymać tydzień i poznać jego efekty. Badania naukowe potwierdzają stopniowe zwiększanie poziomu odczuwanego szczęścia – a przecież o tym jest ten artykuł. To zmiana z „jak nie zwariować” na „jak czuć więcej szczęścia w codziennym życiu!”.

Zobacz również

Jak motywować samego siebie?

BIKA_82_59.jpg

Indywidualne pokłady motywacji może w sobie odnaleźć każdy. Bardzo ważne jest, aby wcześniej uświadomić sobie, co popycha nas do działania, a co sprawia, że odwlekamy realizację swoich celów. Jak to zrobić i w jaki sposób przejść od słów do czynów?

Czytaj więcej

Farmaceuta – konsultant, sprzedawca, a może doradca?

BIKA_77_59.jpg

Jako farmaceuci możemy zadawać sobie pytanie, kim jesteśmy, wykonując swój zawód i pracując za pierwszym stołem w aptece. Czy może konsultantami lub sprzedawcami, czy też doradcami? Każda z tych opcji wiąże się z przyjęciem przez farmaceutę postawy wobec pacjenta i procesu zakupowego, które będą mieć wpływ na finalne zyski apteki. Jaka jest więc siła naszych rekomendacji i jak wpływa ona na sprzedaż w aptece?

Czytaj więcej

8 blogów farmaceutycznych, które warto śledzić

bika_76_75.jpg

Blogowanie stało się niezwykle popularne. Najczęściej w Internecie można spotkać blogi modowe, kulinarne, podróżnicze. Są również strony tego typu tworzone przez farmaceutów dla farmaceutów. Które z nich warto śledzić, aby być na bieżąco z nowościami z rynku aptecznego? Gdzie znajdziemy analizę najnowszych zmian w prawie farmaceutycznym? Przedstawiam subiektywne zestawienie ośmiu blogów, które warto obserwować.

Czytaj więcej

Przejdź do

Partnerzy

Reklama