8 najczęstszych błędów przy przygotowywaniu współczesnej receptury

BIKA_70_32.jpg
Od ponad 15 lat polskie apteki mają obowiązek świadczyć usługę sporządzania leków recepturowych. Dla wielu farmaceutów receptura jest wizytówką zawodu i w pewnym sensie podtrzymuje ducha apteki jako placówki ochrony zdrowia. Niestety sporządzanie leków jest trudną sztuką, wymaga doświadczenia i ciągłego doskonalenia. Bez tego łatwo o błędy, a tych w naszych aptekach jest coraz więcej.

Farmaceuta jest zawodem, któremu przypisuje się wiele cnót – cierpliwość, empatię, bezkompromisowość, dokładność i bezbłędność. Pomyłki jednak są rzeczą ludzką i zdarzają się każdemu, również nam. W artykule przyglądam się najczęstszym błędom w sztuce dotyczącym sporządzania leków w recepturze. Wydawać by się mogło, że tak specjalistyczna dziedzina farmacji, która rządzi się swoimi ściśle określonymi zasadami, nie powinna przysparzać farmaceutom żadnych problemów. Z moich obserwacji wynika jednak, że choć pomyłki nie zdarzają się często, to część z nich powtarza się nagminnie. Dla bezpieczeństwa pacjentów warto bliżej się im przyjrzeć.

1. Błędy obliczeniowe

Prawdziwą zmorą osób sporządzających leki recepturowe są błędy obliczeniowe. Choć rachunki w recepturze nie należą do skomplikowanych, to bardzo często pośpiech lub niewłaściwa interpretacja ordynacji lekarskiej rzutuje na wynik. Wiele osób ma problem z uwzględnieniem tzw. wody hydratacyjnej w przypadku surowców o różnym stopniu uwodnienia. Zastępując siarczan magnezu bezwodny (MgSO₄) – siedmiowodnym (MgSO₄ × 7H₂O), należy zastosować odpowiednie przeliczniki, wykorzystując masy molowe obu związków. Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku zastępowania wolnych zasad ich solami lub estrami, np. Phenobarbitalum Natricum zamiast Phenobarbitalum.

2. Błędne użycie unguatora

Obecny niemal w każdej recepturze unguator wypiera powoli z receptury symbole tradycyjnego aptekarstwa – moździerz i pistel. Niestety nie zawsze urządzenie to jest wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, co może powodować daleko idące konsekwencje. Pierwszym złym nawykiem, który obserwuję od dobrych kilku lat, jest nonszalanckie podejście do długości i szybkości obrotów podczas mieszania. Zazwyczaj nie przykładamy do tych parametrów zbyt wielkiej wagi i ustawiamy je przypadkowo na poziom 6 lub 7. Są jednak recepty, który wymagają użycia różnej intensywności mieszania. Masło kakaowe, by ulec stopieniu, wymaga szybkiego i intensywnego mieszania w unguatorze, podczas gdy maści-emulsje lubią raczej długie i spokojne obroty.

Dla wielu farmaceutów unguator jest urządzeniem wielofunkcyjnym, a rozdrabnianie jest tożsame z mieszaniem. Wszak po zwiększeniu obrotów wszystko „ładnie się wkręci”. O ile w przypadku substancji rozpuszczalnych w podłożu to się często sprawdza, o tyle w przypadku maści Wilkinsona czy prostej maści z mocznikiem takie założenie może prowadzić do przygotowania peelingu.

Dla wielu z nas unguator jest synonimem wygody i krótkiego czasu sporządzania leku. Dodatkowym atutem jest to, że tuba pełni od razu rolę zewnętrznego opakowania. Nie musimy walczyć z dokładnym i czasochłonnym przenoszeniem maści z moździerza do innego opakowania. Coś, co jest zaletą, jeśli jest niewłaściwie wykorzystywane, może stać się przekleństwem. Wykonywanie maści w moździerzu daje możliwość obserwowania całego procesu jej powstawania – od momentu mieszania składników aż po przeniesienie gotowej maści do opakowania. Dzięki temu osoba sporządzająca lek może w czasie rzeczywistym kontrolować konsystencję maści i w porę zareagować na pojawiające się niezgodności. W przypadku maści sporządzonej w tubie w większości przypadków kontrola jakości sprowadza się do odkręcenia nakrętki i rzucenia okiem na górną powierzchnię mikstury. Takie działanie jest niewystarczające!

Dostęp możliwy dla zalogowanych użytkowników serwisu. Jeśli posiadasz aktywną prenumeratę przejdź do LOGOWANIA. Jeśli nie jesteś jeszcze naszym Czytelnikiem wybierz najkorzystniejszy WARIANT PRENUMERATY.

Zaloguj Zamów prenumeratę
Drukuj

Zobacz również

Polecamy

Archiwum